BIAŁORUSKIE DYLEMATY

Istnieje teoria, że Aleksander Łukaszenko stworzył coś na kształt Wielkiego Księstwa Litewskiego przed unią z Polską(idea, że to Białoruś dziedziczy tradycje Wielkiego Księstwa jest wśród tamtejszej inteligencji niezwykle silna). Tak to określa anonimowy opozycjonista: „A czym naprawdę to państwo było? Nie obowiązywała tam własność prywatna, bo ziemia i ludzie należeli do wielkiego księcia, nawet bojar był osobistą własnością hospodara, tak iż żenić się nie mógł bez jego zgody. Państwo było agresywne, nieustannie skłócone z sąsiadami, w jednym czasie toczyło wojny z Moskwą, Krzyżakami, Tatarami, a i z Polską. A miejsce w rodzinie narodów europejskich? Demokracja jest dzisiaj tym, czym wtedy chrześcijaństwo, czyli przepustką do klubu cywilizowanych, i nawet szerzy się ją podobnymi metodami. A my nawet pod tym względem byliśmy outsiderami, bo przyjęliśmy chrzest ponad 400 lat później niż sąsiednie Polska i Ruś. Wielkie Księstwo było więc – używając dzisiejszej terminologii – państwem totalitarnym(…) No to mamy swoje Wielkie Księstwo…kołchozowe!!!(…) Łukaszenko nawet trochę pozuje na Witolda, otoczył się kaukaską ochroną, jak tamten Karaimami, nie pije. Kreml chciał brać…Nie udało się, ale on jeszcze spróbuje! Putinowi skończy się kadencja, w Moskwie zacznie się bałagan, a nasz < monarcha > jeszcze porządzi(…) Zawsze marzyłem o niepodległości dla Białorusi. Myślałem, że Łukaszenko złoży ją do grobu, a on niechcący odwalił kawał dobrej, narodowej roboty. Związku z Rosją chce już tylko 10 proc. Białorusinów, a Ukraińców prawie 30 proc. i kto jest bardziej promoskiewski!?”.

Obraz to niezwykle ciekawy, ponieważ malowany przez człowieka, który przesiedział rok w więzieniu, zwolniony z dalszego odbywania kary w wyniku nacisków Amnesty International. Powinien pomstować na krwawą dyktaturę oraz wychwalać zachodnie standarty i porządki. Tymczasem z gorzką satysfakcją przyznaje, iż Aleksander Łukaszenko pazurami wywalczył jakiś rodzaj narodowej niezależności, oczywiście w warunkach ku temu możliwych. Prezydent nie jest z charakteru dobrym misiem, to typowy autokrata, lecz pewnie dlatego potrafi postawić się Moskwie i Zachodowi. Jego główny wyborczy rywal Aleksander Milinkiewicz dokonywał objazdu europejskich stolic, ciesząc się w Brukseli: ”Po spotkaniach z nami europejskim politykom zapłonęły oczy; zobaczyli, że Białoruś to nie centrum pesymizmu, lecz kraj mający jasną demokratyczną perspektywę, gdzie jest realna alternatywa dla urzędującej władzy”. Paweł Mażejka , szef sztabu Milinkiewicza, szczebiotał równie naiwnie:” Bardzo ważne jest usłyszeć od zjednoczonej Europy, że Białoruś jest europejskim państwem, a naród białoruski jest narodem europejskim. Zaprzecza to oficjalnej propagandzie, że nikt na nas w Europie nie czeka i nie jesteśmy nikomu potrzebni. Europa mówi nam: jesteśmy z wami, jesteście Europejczykami(…) To ukazuje, że Europa w końcu spróbuje wypracować wspólną strategię wobec Białorusi, gdyż chce mieć na swoich wschodnich granicach normalne, przewidywalne państwo(…) Ważne jest, by pokazać, że Milinkiewicz już dzisiaj, gdy jest jeszcze kandydatem w wyborach, faktycznie wykonuje już pracę prezydenta”.

Demokraci i niepodległościowcy złożyli dość przejrzystą deklarację, iż pragną uczynić z Białorusi wschodni protektorat Unii Europejskiej, mianując już de facto prezydenta tego tworu. Jeżeli Milinkiewicz z Mażejką muszą dowiadywać się od europejskich lewaków i federalistów, że Białorusini są europejskim narodem, to widocznie sami za bardzo w ten fakt nie wierzą. „Płonące oczy” unijnego politykierstwa winny niepokoić każdych obrońców narodowej i gospodarczej niezależności. Tylko ze sporego oddalenia można wziąć unijnego molocha za historyczną, chrześcijańską Europę Wolnych Narodów. UE z pewnością na Białoruś nie czeka, najwyżej na białoruską siłę roboczą, która ewentualnie wyprze droższych

mięśniaków z Polski. Posiadamy w tej kwestii wiele doświadczeń, zaś euroentuzjazm Aleksandra Milinkiewicza z przyjaciółmi, przywodzi na myśl najgorsze wzorce w typie Michnika i Kwaśniewskiego. Wiemy, czym się to skończyło – nie zaludniliśmy zachodnich uniwersytetów, ale tamtejsze zakłady przemysłowe za żebracze stawki( nasze fabryki w międzyczasie uległy totalnemu zniszczeniu), a Polskę zastawiono po horyzont monstrualnymi pudłami hipermarketów. Prozachodnia opozycja białoruska przypomina polskojęzyczną sprzed 16-lat. Omamiła ludzi europejskością kolorowych świecidełek i gadżetów, zrobiła z nich wędrownych dziadów bez domu, a sama obstawiła władzę i media. Idealny mechanizm ogłupienia motłochu, który dodatkowo korzysta z wyborów bez wyboru, ponieważ rządzą zawsze ci sami.

Biedniutka(?) Białoruś wykazuje według Międzynarodowego Funduszu Walutowego wzrost PKB o 8 proc.(Marcinkiewicz obiecał, iż pod koniec roku dociągniemy do 5 proc. !!!), przy czym 80 proc. gospodarki pozostaje w rękach państwa. Nie znaczy to, iż nie rozwija się średni sektor prywatny. Pewien Białorusin z branży kosmetyków(300 zatrudnionych, odziały w kraju i Moskwie) twierdzi, że radzi sobie bez wolnego rynku i demokracji; nie ma też koneksji w rządowej administracji. Opowiada zadziwiające dla fanatyków balceryzmu rzeczy: „Miałem kiedyś w Polsce kolegę z branży. Zaczynaliśmy razem, z początku jemu szło nawet lepiej, jednak gdy u was pojawiły się międzynarodowe firmy, jego interes zmiotło w ciągu jednego sezonu. W normalnym kraju nie ma miejsca na średni biznes w branży kosmetycznej(…) Gdyby 10 lat temu pojawili się u nas zagraniczni inwestorzy, to zjedliby mnie na przystawkę. Teraz pewnie mógłbym stawić im czoło, a za kolejne 10 lat kto wie…może sam < pójdę w Europę > !”. Prezydent Łukaszenko protektorem białoruskiej przedsiębiorczości? Kosmetyki to przykład, każdy średni interes musi ulec pod gigantycznym walcem światowych koncernów. Taki „wolny rynek” zafundowano w Polsce i nie wytwarzamy już samodzielnie nawet anegdotycznego gwoździa. Białorusini wprost przeciwnie; ich wielkogabarytowe ciężarówki, ciągniki rolnicze i broń sprzedają się znakomicie za granicą. Mińsk handluje na dużą skalę z Unią Europejską(40-45 proc. całego eksportu Białorusi – głównie do Holandii i Wielkiej Brytanii). Łukaszenko zręcznie wykorzystuje napięcia w globalnym systemie ekonomicznym. Awantury wojenne Busha spowodowały poważny wzrost cen ropy naftowej, którą Białoruś kupuje stosunkowo tanio w Rosji i przetwarza w dwóch gigantycznych rafineriach. Zyski są potężne, a nadwyżki w 2004 r. wyniosły 2 mld dolarów. Na wolnym rynku „po polsku” pieniądze rozeszłyby się w kieszeniach niezliczonych dyrektorów i pośredników. Białoruś ma szczęście, ponieważ „obsesją” dyktatora jest tropienie korupcji. Stąd środki wytwarzane przez państwo idą na rozbudowany system socjalny. Młodzi obywatele, planując dorosłe życie, nie muszą raczej kłopotać się o pracę i mieszkanie. Bunt wyrasta z procesów globalizacyjnych i marzeń o cudownym Zachodzie. Wyznawcy białoruskiego odrodzenia narodowo-kulturowego nie rozumieją, iż tzw. europeizacja(unionizacja?) zamieni odrodzenie w multikulturową mgławicowość. Polacy to przetrzymają – będący w narodowych powijakach Białorusini, pewnie nie.

Meandry polityczno-gospodarczych posunięć Mińska, tłumaczy tamtejszy niezależny

profesor ekonomii: „Na politykę może sobie pozwolić tylko niepodległe państwo. W każdym normalnym kraju niepodległość można zdefiniować, stosując tradycyjne pojęcia, jak tożsamość narodowa, język, historia, pewne tradycje, granice czy choćby położenie geograficzne. U nas nie występuje żaden z tych czynników. Niepodległość Białorusi to wyłącznie gospodarka, a ściślej pięć największych przedsiębiorstw, które dostarczają 40 proc. dochodu narodowego. Dla nas to filary suwerenności, dla Putina sól w oku, a dla jego oligarchów łakomy kąsek. Łukaszenko nie chce ich oddać, bo straci władzę, dlatego Kreml chętnie widziałby na jego miejscu niegroźnego < reformatora > , który by, jak w Rosji, zaprowadził pozory demokracji i wolnego rynku i zaczął prywatyzację. Kapitał zachodni tu nie przyjdzie, komu więc przypadłyby nasze firmy?(…)ja jestem całym sercem za wolnym rynkiem na Białorusi, ale Gazprom i Łukoil jeszcze bardziej…”.

Opina nad wyraz oryginalna, ponieważ czyni z prezydenta Łukaszenki ostatni bastion niezawisłości przed Moskwą. Gra kartą ekonomicznej niezależności jest dla Białorusi fundamentem realnej niepodległości i tożsamych pojęć. Profesor nie docenia, niestety, zagrożeń z kierunku zachodniego, a przecież Soros i spółka ma na Białoruś wilczy apetyt. Jednakże poglądy profesora stawiają pod znakiem zapytania sens wysiłków tzw. demokratycznej opozycji. Gdyby nawet przejęła władzę, to wspomagające ją politycznie i finansowo siły zewnętrzne pozbawią Mińsk kapitału – głównie poprzez najazd obcych koncernów( nazywa się to „prywatyzacją”) i przejmowanie banków. To będzie zapłata za pomoc w objęciu rządów. Paradoksalnie tylko Aleksander Łukaszenko nie jest niczyją marionetką, a okrzyczana demokratyzacja stanowi gwóźdź do białoruskiej trumny. Roztrwoni podstawową dla niepodległości własność państwową i rodzimą prywatną, oraz przy okazji wprowadzi do kraju apostołów społeczeństwa obywatelskiego – czyli antynarodową konspirację globalizatorów, której Białorusini są potrzebni jako mięso armatnie do rozszerzania postrockistowskich(neokonserwatywnych) rewolucji. Likwidacja Białorusinów w formie narodu to ich środek do ostatecznego celu w postaci świata bez granic i nacji. Aleksander Łukaszenko byłby przypuszczalnie wielbionym przez wszystkich rodaków przywódcą, gdyby ponownie wprowadził godło „Pogoni”, biało-czerwono-białą flagę i urzędowy język białoruski, które stały się rekwizytami antyłukaszenkowskiego protestu.

Przez to chyba prezydent przywrócił sowiecką heraldykę państwową – jest wszak nowym wielkim księciem Witoldem i nie popuści w niczym opozycji.

Białoruś pod twardą ręką Aleksandra Łukaszenki stworzyła precedens bytu niepodległego w warunkach i otoczeniu, które absolutnie temu nie sprzyjają. Wyszydzająca propaganda zarzuca Mińskowi skrajną izolację i ksenofobię, nie dodając jednak, iż we współczesnym systemie państw jako naczyń połączonych, inaczej niepodległości nie można utrzymać. Łukaszenko dodatkowo zapewnia rodakom stabilną sytuację socjalną, czego nie da się powiedzieć o Polsce, gdzie, jeśli masz zdechnąć pod płotem, to liberalna wolność nie robi ku temu przeszkód. Kto z nas jest też bardziej niepodległy? Czy Białorusini z gospodarczo-finansową niezależnością i państwową egzystencją poza UE, czy my okradzeni z narodowego kapitału i zaplątani w na poły kolonialną podległość Brukseli i Waszyngtonowi? Kolejne rządy RP łatają społeczną katastrofę imigracją zarobkową setek tysięcy Polaków i pożyczaniem swoich pieniędzy w kasach UE, Banku Światowego i MFW. Białoruś rozwiązuje problemy na własny rachunek, a prezydent Łukaszenko sprawnie wmanewrował Moskwę w układ, że bez niego kraj przejmie Zachód. Dysponuje również wierną, sprawną i nowoczesną armią oraz siłami bezpieczeństwa. Białorusini nie pójdą także na masową rozróbę w stylu Kijowa lub Tbilisi, albowiem Ukraina i Gruzja pogrążają się w chaosie i nędzy, zaś partyjniactwo(demokracja) nakręca tam spiralę korupcji i ordynarnego złodziejstwa. Ładny przykład demokratyzacji… Rozważny autokrata na trudne czasy nie jest taki zły.

ROBERT LARKOWSKI

Ps. Polacy na Białorusi nie byli nigdy elementem politycznych nacisków na prezydenta, przez co nie istniał problem ich prześladowania. Z chwilą, gdy Związek Polaków na Białorusi począł deklarować się jako część opozycji przeciwko władzy państwowej, nastąpiły represje. Nadal jednak nie jest to prześladowanie polskiej mniejszości, lecz nękanie wrogiej Łukaszence organizacji politycznej. Polacy są cynicznie rozgrywani w wojnie o globalne interesy ideologów kolorowych rewolucji. Mamy obowiązek chronić rodaków, kiedy wyrywa im się polskość i narodowe prawa do rozwoju. Podczepianie ich dobra pod kariery takich albo innych działaczy stanowi co najmniej lekkomyślność, jeżeli nie otwartą dywersję realizowaną w imieniu pana Sorosa i reszty tego typu towarzystwa. Dostaję drgawek z niepokoju, gdy białoruskich opozycjonistów bierze w czułą opiekę „Gazeta Wyborcza”, która namiętnie tępiła polski „szowinizm” na Litwie albo Ukrainie, ścierając przy tym zaciekle naszą krew z kolaboracyjno-litewskich i upowskich ludobójczych łapsk. To potężny dzwonek alarmowy, że Polacy są tylko pretekstem dla zglobalizowania i zsyjonizowania Białorusi.

Be the first to comment on "BIAŁORUSKIE DYLEMATY"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*