BUNTOWNICY NA SMYCZY SYSTEMU

Bunt kontrolowany przez System.

Dużo już pisaliśmy o tupeciarstwie, fałszywym „pijarze” i chamstwie niejakiego Jurasa Owsiaka, pieszczocha wszystkich możliwych mediów i polityków, który omamił swymi bełkotliwymi wrzaskami w lewackim duchu, pewien odłam polskiej młodzieży. Nie jestem jeszcze starym zgredem i pamiętam czasy, kiedy system prześladował nastoletnich buntowników – ba, sam kilka razy dostałem po głowie za niezależność myślenia w dobie jaruzelszczyzny. Zasady były o tyle jasne, że każdy miglanc z telewizorni lansowany przez władze, nie mógł wtedy w żaden sposób stać się idolem prawdziwie zbuntowanych młodych ludzi. Uznawano takiego gwiazdora za marionetkę reżimu i pluto na jego widok. Rodzące się subkultury ogólnie nie lubiły żadnej represyjnej władzy i medialnego ściemniana na swój temat. Teraz wszystko się diametralnie zmieniło i obrazkowa machina obrabiająca młode umysły, lansuje młodzieżowych liderów według własnych potrzeb i życzeń swych protektorów. Takim sposobem ulepiono Owsiaka, typka nie wiadomo skąd, który w pewnym momencie spodobał się systemowi jako neutralizator młodzieżowego buntu.Miałem kiedyś te szesnaście-osiemnaście lat i nie zapomniałem kilku buntowniczych epizodów. Oficjalnie obowiązywały rygory stanu wojennego, a my ruszaliśmy w Polskę z namiotami. Wtedy o subkulturze skinheads mało kto słyszał, więc szukało się narodowopodobnych rekwizytów w postaci zafarbowanego na czarno wojskowego mora z N-R symbolami, ogolonej głowy czy dość pozerskiego demonstrowania nacjonalistycznych poglądów. Za moro ganiali mnie SOK-iści i dostałem pały na dworcu kolejowym w Opolu(je samo MO skonfiskowała). Z powodu narodowych okrzyków zgarnięto nas na komisariat obok pola namiotowego w Świnoujściu, skąd wyszliśmy po kilku godzinach dzięki zaczarowaniu funkcjonariuszy przez znajome dziewczyny. Inaczej byłoby źle, oj źle… Niejako przy okazji starliśmy się z rockersami, lecz dość szybko znaleźliśmy z nimi wspólny język. Przemierzając kraj, stosunkowo często wybuchały różne incydenty, czasy nie należały do spokojnych. Na okrągło odchodziło malowanie „antypaństwowych” haseł, a nawet zrywanie czerwonych flag i portretów mocarzy marksizmu-leninizmu, wywieszanych w przeddzień 1 maja. Pan Bóg jakoś zachował nasze młode tyłki przed poważniejszymi konsekwencjami tej działalności. Uciekało się w lasy, nad rzeki i morze, aby uniknąć oficjalnych spędów w rodzaju Jarocina, który władza tolerowała, zaś estradowi magicy i reszta tzw. branży, zrobiła sobie z niego ogólnopolską reklamę i świetne źródło dochodu(dokładnie taki sam charakter posiadają owsiakowe „Przystanki Woodstock”). Namiotowe wyprawy „na dziko” pachniały wolnością i niezależnością, lecz niosły uciążliwości w rodzaju wzmożonego zainteresowania ludowej milicji. Nie wyrażała ona entuzjazmu obecnością podejrzanych młokosów w leśnych odstępach, być może coś knujących, wolała takich mieć pod kloszem w Jarocinie. Zdarzały się sytuacje na poły zabawne, albowiem nieomal nie padłem ofiarą denuncjacji u wiadomych służb ze strony harcerki(?!) z pobliskiego naszego siedliska obozu, która wzięła mój nacjonalizm za faszyzm. Sytuacja,niestety, częsta i na tym portalu za sprawą pewnego jegomościa. To był kolejny powód mej nieufności do skomunizowanego ZHP. Pod koniec panowania real-socjalizmu przyszła poważniejsza aktywność polityczna i początki profesjonalnego zainteresowania publicystyką, lecz to już inne dzieje.W demokracji młodzieży nie pozwolono w dalszym ciągu myśleć szarymi komórkami, ale lewackim ćwiekiem w nie wbitym. Wymyślono „Przystanek Woodstock” i jąkającego się na zawołanie anonima w czerwonych portkach i okularkach. Kiedy lustracja znowu jest na szczęście w modzie, najwyższy czas ustalić powiązania i kontakty Owsiaka. Wiadomo że na swoich spędach toleruje on wyłącznie ideologię lewacką i jej wyznawców. Wolność Made in Owsiak jest ograniczona do krytyki różnych wcieleń „polskiej nietolerancji”. Juras obraża Polskę na okrągło, na jednym z „Przystanków” w Kostrzyniu nad Odrą zapluwał się: „Jestem wk…y na świat, na Polskę. Jest mi wstyd za Polskę. I nie powiem więcej”. Obiecanki, cacanki – gada bez przerwy i bez sensu, a panie dziennikarki dostają wypieków z podniecenia. Prawdziwym manifestem ideowych fascynacji Owsiaka, był przyjazd do Kostrzynia Kazimiery Szczuki i Moniki Olejnik. Tłumnie zebrani wyznawcy skrajnego feminizmu, zgotowali Szczuce owację. Monisia z kolei nabijała się ze zmian ideowych w mózgu Romka Giertycha i żebrała u młodziaków o pisanie listów do prezesa TVP, aby przeniósł jej program na lepszą godzinę oglądalności(obrzydliwa prywata!). Z prowokacyjnego zaproszenia Owsiaka nie skorzystał minister Giertych, chociaż konferował z nim dwie godziny i nie wykluczył przyjazdu na „Przystanek”. Romek znowu spękał, a zarysowała się okazja zdemaskowania chamstwa Jurasa i jego podopiecznych. Giertych wyszedłby na scenę, w krótkim czasie zostałby zbluzgany i zgnojony rzucanymi śmierdzącymi przedmiotami, i miałby świetne argumenty na istnienie lewackiego zagrożenia i podjęcia z nim resortowej walki. Na tchórzostwo nie ma mocnych. Medialna fascynacja Owsiakiem jest zrozumiała, bo twórca zawsze podziwia własne dzieło(nawet spartaczone). Humorem natomiast napawa miłość do Owsiaka i „Przystanku”, którą to nieustannie wyznaje policja. Za moich czasów trochę odmiennie ubrany nastolatek, do tego jeszcze z antysystemowymi poglądami, stanowił dla organów ścigania naturalną łowną zwierzynę. Trudno wyrażać względem MO pretensję; jak się buntowałeś – to liczyłeś się z ryzykiem. A teraz co? Owsiakowe pole obstawiają stróże prawa i niańczą każdego napranego lub naćpanego małolata, ściemniając jednocześnie w TV, że „Przystanek” gromadzi nieagresywnych przedszkolaków o gołębich sercach.Przed kamerami wystąpił specjalista od uzależnień, który zachwycał się faktem, iż „przystankowicze” potrafią nawalić się jak stodoły, ale nie przejawiają po opilstwie żadnej agresywności. Pan specjalista powinien znać skutki tego wielkiego cudu. Sztywny od wódy i piwa gówniarz, na nikogo nie podniesie ręki, bo nie ma już na to siły. Ot, i cała tajemnica. Może tak znieczulić wszystkich Polaków, czyż nie staniemy się stadem szczęśliwych z życia misiów? Z powodu nadużywania alkoholu i zaśnięcia na słońcu, zmarła w Kostrzyniu jedna młoda osoba. Wcześniej pod kołami pociągu zginął podążający na „Przystanek” dwudziestopięciolatek. Na owsiakowym polu naleziono również nieprzytomnego trzydziestoletniego mężczyznę, który umarł z nieustalonych powodów mimo reanimacji. Medialni szachraje ukrywali przyczyny śmierci pijanego dziewiętnastolatka, bredząc coś o zasłabnięciu ofiary z przyczyn naturalnych. Ćpanie na „Przystanku” jest zwyczajowo tajemnicą poliszynela, lecz że koksowanie na imprezach Owsiaka należy do dobrego tonu, wie nawet dziecko. Stoi przykładowo namiot z napisem „Zioło 24 godziny na dobę”, to kto tam przyjmuje klientów – znachor? Stróże prawa oczywiście nic nie widzą. Oficjalnie zatrzymano kilkudziesięciu obwiesiów „z niewielką ilością narkotyków”, czyli posiadali jakieś źródło zaopatrzenia. Wiadomo także, iż policja wykrywa minimalną cząstkę narkotykowych przestępstw na małą skalę, a więc „kilkadziesiąt” oznacza być może kilka-kilkanaście tysięcy ćpających owsiakowców.Pociesza malejąca liczba uczestników owsiakowych galówek dla sztucznych buntowników na polityczno-medialnej smyczy. W ubiegłym roku było ich podobno trzysta tysięcy, w bieżącym ledwie sto tys. Najwyraźniej małolatom otwierają się oczy – i zaczynają dostrzegać uwiązanie „Przystanku Woodstock” do ideologicznego wozu lewizny. Buntowanie się na życzenie Owsiaka i Michnika wychodzi powoli z mody. Subkultury karmią przemysł rozrywkowy i lewacką prasę. Panczurstwo jest nawet zdolne udawać patriotyzm, co czyni np. anarchistyczna kapela Lao Che, grając kawałki o Powstaniu Warszawskim i tłukąc z płyt oraz telewizyjnych koncertów niezły szmal. Narodowo-skinowskie kapele nagrywają i koncertują w piwnicach i klubikach, nękane przez ABW, a ich liderzy giną nierzadko w niewyjaśnionych okolicznościach. Odporni na zalew komercji i wylakierowanego buntownictwa pozostają niezmiennie skinheadzi, których zresztą Juras najbardziej nienawidzi. Naprawdę szkoda, że ta zawsze niezależna i pronarodowa subkultura popadła w marazm i nie posiada dawnego rozmachu. Może przyjdą dla łysych lepsze dni?

ROBERT LARKOWSKI

Be the first to comment on "BUNTOWNICY NA SMYCZY SYSTEMU"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*